• recenzja

    Idź i czekaj mrozów (Marta Krajewska)

    Czasami jako czytelnik jestem niczym wygłodniały wilk. Czyham na słowiańskie książki, tropię je, a kiedy dopadam, nie ma zmiłuj 🙂

    Słowiańska magia

    Jak jak kocham słowiańskość w tej książce! Jest niepokojąca, wraz z leśnymi stworami, demonami i chmurnikami, ale gdzieś tam, w głębi mojej duszy, przodkowie mówią mi, że to swojskie, że to bezpieczne… że to moje. Razem z kupalnocką i sianokosami, z kołaczami i rodzanicami, przychodzi radość. I pięknie to wszystko jest tu opisane, można poczuć ciepło dotkniętego słońcem pola, czy żar kupałowego ogniska.

    Wilcy rządzą!

    I wilki! Jeśli jest jakaś tematyka, za którą obłędnie wręcz przepadam, to wilki, wilkołacy i inne wilkopodobne stworzenia. Tu dostałam wilków nawet z nawiązką.

    Nie taki romans straszny…

    Nawet wątek romansowy całkiem przypadł mi do gustu, a ja sama wiem, jakim krzywym okiem patrzę na takie rzeczy. Był wyważony, i co najważniejsze miał sens. I był w nim powiew dzikich lasów i zacienionych zakątków.

    Wielowątkowa baśń

    Książka ma wiele wątków pobocznych, które niekiedy wychodzą na pierwszy plan i wszystkie są bardzo intrygujące, zwłaszcza demony ze cmentarza i topielec.

    Polecam wszystkim zakochanym w słowiańskiej magii i naturze, a także niespiesznej narracji.

  • recenzja

    Szóstka Wron (Leigh Bardugo)

    Czasami trafia się taka książka, która całkowicie wbija nas podczas czytania w fotel, dopóki pod koniec nie orientujemy się, że znajdujemy się pod nim.

    „Szóstka wron” sprawiła że przeleciałam przez podłogę pod fotelem.

    Moja nie-tajemnica

    Nie jest tajemnicą, że kocham powieści łotrzykowskie. Jednak nie byłam gotowa na mentalny cios. Tyle emocji! Praktycznie każdy rozdział, każdy POV posiadał taki mały zapalnik, który wywoływał we mnie burzę.

    Postaciami powieść żyje

    Postacie są świetne. Podczas wykonywania niewykonalnego zadania, poznajemy ich przeszłość, ich motywacje, ich lęki i nadzieje. Autorka sprytnie sięga ku zdarzeniom, które sprawiły, że stały się częścią gangu Szumowin – są to zdarzenia często tragiczne i bardzo często mogące kogoś słabszego złamać; to, że są tutaj i teraz, wykonując misję, świadczy, że to najtwardsze osoby żyjące w Baryłce. A to już, znając Baryłkę z pierwszych rozdziałów, naprawdę o czymś świadczy.

    Moim ulubieńcem stał się Kaz, bezwzględny Brudnoręki, który ma do spłacenia parę długów. Oraz Inej, kobieta-duch, która wciąż ma nadzieję na lepsze jutro.

    Leigh, jesteś genialna

    I styl! Ta książka jest pięknie napisana. Wciąga tak bardzo, że trudno się oderwać. Mimo początkowego chaosu w pierwszych rozdziałach, podczas którego pada mnóstwo nazw i wydarzeń, wszystko szybko wskakuje na właściwe miejsce.

    Z czym to się je?

    Jest to opowieść o ludziach skreślonych przez życie, którzy zapomnieli o normalności już dawno temu. Opowieść o magii i śmierci. O nieosiągalnym, które staje się osiągalne. O nienawiści i uprzedzeniu.

    Opowieść o grupie łotrów, którzy są bardziej ludzcy, niż niesie legenda.

  • recenzja

    Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Północ – Południe (Robert M. Wegner)

    Północ – pogranicza śmierci
    Jest zimno, strasznie zimno. Lodowiec grozi z oddali, a połacie śniegu wyciskają z nas siły, gdy mozolnie idziemy na spotkanie ze śmiercią. Chociaż… może jeszcze nie dzisiaj.
    Od razu polubiłam oddział Kennetha. Prości, twardzi, zaprawieni ludzie, którzy nie prosząc się o to, zostali jednym z najbardziej szanowanych oddziałów górskiej straży. Los dał im szansę, usiał drogę niebezpieczeństwami, a oni… oni po prostu nie dali się zabić, ani zimnu ani wrogom.

    Południe – pocałunek słońca
    Jego dusza należy do plemienia, jak dusza każdego Issaram. Jeśli ktoś zobaczy jego twarz – musi umrzeć. Inaczej on stanie się pustą skorupą.
    Piękne i drapieżne tereny południa jeszcze bardziej porywają niż północ. Obyczaje plemion tam żyjących są fascynujące, a opowiadania w tej części wysuszają skórę promieniami słońca. I po raz pierwszy nie mogłam zdecydować się, czy lubię głównego bohatera, czy nie.

    Tajemnice, tajemnice!
    I Północ i Południe ścieli się tajemnicami. Ich odkrywanie, powolne, ciche niczym oddech assassina, jest główna zaletą tych opowiadań. Pod koniec tomu, roi się od nich i aż palce świerzbią, coby zerknąć na ostatnią stronę. Jednak tak naprawdę koniec niczego nie wyjaśnia, a daje jeszcze więcej do myślenia.

    Wegner – mistrz słowa
    Autor dał pokaz prawdziwego mistrzostwa stylu. Te opowiadania nie czyta się, je się pochłania. Wegner maluje bitwy niczym obraz, a litery wprost połyka się wraz z ubywającymi kartkami.
    Jeśli zastanawiasz się nad wyborem kolejnej książki do przeczytania, a tak się składa, że lubisz realistyczną fantastykę, Północ – Południe jest najlepszym wyborem!

  • przy ognisku

    Witajcie wiedźmy i wiedźmini!

    I tak otwieram mojego pierwszego bloga książkowego. Wiedźmowego rzecz jasna 🙂 I będę sobie w nim pisać i starać się was zachęcać do literatury wszelakiej i odkrywania nowych światów.

    Usiądź przy moim ognisku i poczęstuj się miodem. I nie przejmuj się ślepiami błyszczącymi spomiędzy drzew – to tylko moi znajomi Wilcy…