recenzja

Czas Cieni (Magdalena Zawadzka-Sołtysek)

Wyjątkowa, choć wydawałoby się prosta historia z podwójnym dnem, opowiadająca o ludzkiej głupocie, zawiści i sile przywiązania, ale także o strachu i uprzedzeniu.

Gniewicha kolejny raz zdobyła moje serce, a Korzeń skradł je ciemną nocą. Opatulona przez słowiańskie obyczaje, legendy i magię, książka opowiada o ludziach, którzy wcale tak napawdę nie zmienili się przez tysiąc ostatnich lat.

To także bardzo ciepła opowieść pokazująca, że pozytywne uczucia potrafią zdziałać więcej przeciwko złu niż sam żerca – czy jest to zło zalęgłę w mrocznym borze, czy też w ludzkich sercach.

Tym razem książka była dłuższa niż część pierwsza i jeszcze lepiej dane mi było poznać postacie, które zdążyłam już polubić, a i pojawiły się nowe, jak Świstunka czy Żywka.

Kocham czystą słowianskość tej serii. Jest niczym łyk mocnego miodu w chłodny dzień. Autorce udało się przenieść mnie o wiele wieków w przeszłość, bym mogła poznać Leszego, Czaruchę czy utopce.

A także pewną kozę, która uwalnia we wszystkich żądzę mordu 🙂

Muszę przyznać, że ostatnio bardzo mnie ciągnie ku słowiańkim obyczajom. Takie książki jak „Czas cieni” są idealnym remedium na ból w sercu wywołany mieszkaniem w mieście w dwudziestym pierwszym wieku. Można poczuć atmosferę odłeglych czasów, a także wystrachać się nieco, bo krwiożerczość demonów – czy w nie wierzymy czy nie – bywała ogromna ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *