recenzja

Pani McGinty nie żyje (Agatha Christie)

Pani McGinty już nie żyje, jednak jej duch, uporządkowany, trochę wścibski, unosi się nad powieścią, żądając odpowiedzi na pytania, których rozwiązanie może znaleźć jedynie Hercules Poirot, najsłynniejszy z detektywów.

Co prawda jestem już po wielokrotnym seansie serialu Granady, najlepszej ekranizacji dzieł Agathy Christie jaka powstała i prawdopobnie powstanie, jednak lektura powieści sprawiła mi niewypowiedzianą radość. Styl Agathy jest metodyczny, niczym sam detektyw, a zagadka wydaje się przez sposób prowadzenia śledztwa jeszcze bardziej tajemnicza.

Czy pani McGinty miała wrogów? Czy był to rabunek, podczas którego starsza pani przyłapała złodzieja na gorącym uczynku? I co wspólnego ze sprawą mają stare zdjęcia wycięte z gazety? Czyżby to była sprawa, która rozpoczęła się wiele wiele lat temu?

Wyjątkowo intrygujący kryminał w klasycznym stylu, który sprawia, że szare komórki puszczają trybiki w ruch, próbując zgadnąć przed Poirotem, kto zabił.

Christie nie trzeba polecać, przecież mamy do czynienia z królową powieści detektewistycznej.

Swoja drogą, plotkarskie magazyny nie zmieniły się ani na jotę, a niektórzy powinni uważać na wybrzuszone konserwy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *