recenzja

Morderstwo w Mezopotamii (Agatha Christie)

Na spalonym słońcem terenie wykopalisk archeologicznych atmosferę można kroić nożem, gęstą od niewypowiedzianych uraz i lęków. Każdy kryje własny sekret, ale jedna osoba traci życie – Poirot, który całkiem przypadkiem znajduje się w pobliżu, zgadza się zbadać sprawę i połączyć klejem rozsądku rozbitą ceramikę prawdy.

Czy mordercą była osoba z zewnątrz, czy jest to jeden lub jedna z członków ekspedycji? Czy ofiara była lubiana czy wręcz przeciwnie – co nie jest bynajmniej oczywiste. I co z morderstwem ma wspólnego tajemnicza zdeformowana twarz pojawiająca się za oknem? Czy skrobanie za ścianą jest powiązane z tragedią?

Uwielbiam klimat tej powieści, prawie można poczuć, jakby było się członkiem ekspedycji naukowej, poszukującej śladów akadyjskiej cywilizacji nad brzegiem Tygrysu. A tajemnica jest naprawdę złowieszcza, a rozwiązanie niebanalne.

Poirot, mimo, że naukowcy nie biorą go zbyt poważnie, zakasuje rękawy i zabiera się do metodycznego śledztwa, gdzie każdy jest podejrzany, a ślady dawno przykrył piach.

A ofiar przybywa… noc zapada nad obozem archeologów, a wraz z nią… cienie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *