• recenzja

    Szóstka Wron (Leigh Bardugo)

    Czasami trafia się taka książka, która całkowicie wbija nas podczas czytania w fotel, dopóki pod koniec nie orientujemy się, że znajdujemy się pod nim.

    „Szóstka wron” sprawiła że przeleciałam przez podłogę pod fotelem.

    Moja nie-tajemnica

    Nie jest tajemnicą, że kocham powieści łotrzykowskie. Jednak nie byłam gotowa na mentalny cios. Tyle emocji! Praktycznie każdy rozdział, każdy POV posiadał taki mały zapalnik, który wywoływał we mnie burzę.

    Postaciami powieść żyje

    Postacie są świetne. Podczas wykonywania niewykonalnego zadania, poznajemy ich przeszłość, ich motywacje, ich lęki i nadzieje. Autorka sprytnie sięga ku zdarzeniom, które sprawiły, że stały się częścią gangu Szumowin – są to zdarzenia często tragiczne i bardzo często mogące kogoś słabszego złamać; to, że są tutaj i teraz, wykonując misję, świadczy, że to najtwardsze osoby żyjące w Baryłce. A to już, znając Baryłkę z pierwszych rozdziałów, naprawdę o czymś świadczy.

    Moim ulubieńcem stał się Kaz, bezwzględny Brudnoręki, który ma do spłacenia parę długów. Oraz Inej, kobieta-duch, która wciąż ma nadzieję na lepsze jutro.

    Leigh, jesteś genialna

    I styl! Ta książka jest pięknie napisana. Wciąga tak bardzo, że trudno się oderwać. Mimo początkowego chaosu w pierwszych rozdziałach, podczas którego pada mnóstwo nazw i wydarzeń, wszystko szybko wskakuje na właściwe miejsce.

    Z czym to się je?

    Jest to opowieść o ludziach skreślonych przez życie, którzy zapomnieli o normalności już dawno temu. Opowieść o magii i śmierci. O nieosiągalnym, które staje się osiągalne. O nienawiści i uprzedzeniu.

    Opowieść o grupie łotrów, którzy są bardziej ludzcy, niż niesie legenda.