• recenzja

    Cień i Kość (Leigh Bardugo)

    Zachęcona przecudowną „Szóstką Wron”, która sprawiła, że znowu zamarzyłam o trudnym życiu łotrzyka, sięgnęłam także po debiut literacki Leigh Bardugo.

    I muszę przyznać, że mimo, że nie było żle, jak na debiut, jednak „Cień i Kość” wydaje się jakby napisana przez zupełnie innego autora.

    Kocham i nie lubię

    Historię czyta się wyjątkowo łatwo, wręcz pochłania. Opisy świata, mimo, że nieliczne, są wyjątkowo barwne i malują naprawdę ciekawe obrazy w wyobraźni. Bardzo bardzo podoba mi się magia, która wypełnia książkę, wypływa z niej falami. To sprawiło, że mimo pewnych wad, na pewno zabieram się niedługo za kolejny tom.

    Jednak jest sporo niedociągnięć. Trochę zbyt infantylny styl, ktory później autorce się zdecydowanie poprawił. Główna bohaterka cały czas narzeka, a to u mnie jest pet peeve, ogromny. W zasadzie książka jest zdecydowanie za krótka, jak na taką obiecująca historię, nie mogłam zaprzyjaźnić się z postaciami, poznajemy je bardzo pobieżnie, jakby były tłem.

    Spodziewane niespodziewane

    Ciekawy zwrot akcji w połowie książki, którego trochę się spodziewałam, jednak dobrze było przeczytać coś tak odświeżającego.

    Lubię Ravkę!

    Sam pomysł griszów, ich kast i Zmroczów – świetny. Krainy, wzorowane na tych z naszego świata, także. Ravka bardzo pzypominająca Rosję, Szu Han Chiny i Fjerda nordyckie ziemie. Zazwyczaj autorzy fantasyki czerpię z historii świata, jednak tutaj jest to bardzo dobitne i podoba mi się taki zabieg.

    Jestem prawie pewna, że będzie lepiej

    Chciałabym móc polubić protagonistkę 🙂 Może w kolejnym tomie mi się uda. Będę czytać dalej, bo nie jest to zła książka, miło się przy niej spędza czas i odpoczywa. Po prostu nastawiałam się na wielkie boom, jaki dała mi „Szóstka Wron” i go nie otrzymałam.