• recenzja

    Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Północ – Południe (Robert M. Wegner)

    Północ – pogranicza śmierci
    Jest zimno, strasznie zimno. Lodowiec grozi z oddali, a połacie śniegu wyciskają z nas siły, gdy mozolnie idziemy na spotkanie ze śmiercią. Chociaż… może jeszcze nie dzisiaj.
    Od razu polubiłam oddział Kennetha. Prości, twardzi, zaprawieni ludzie, którzy nie prosząc się o to, zostali jednym z najbardziej szanowanych oddziałów górskiej straży. Los dał im szansę, usiał drogę niebezpieczeństwami, a oni… oni po prostu nie dali się zabić, ani zimnu ani wrogom.

    Południe – pocałunek słońca
    Jego dusza należy do plemienia, jak dusza każdego Issaram. Jeśli ktoś zobaczy jego twarz – musi umrzeć. Inaczej on stanie się pustą skorupą.
    Piękne i drapieżne tereny południa jeszcze bardziej porywają niż północ. Obyczaje plemion tam żyjących są fascynujące, a opowiadania w tej części wysuszają skórę promieniami słońca. I po raz pierwszy nie mogłam zdecydować się, czy lubię głównego bohatera, czy nie.

    Tajemnice, tajemnice!
    I Północ i Południe ścieli się tajemnicami. Ich odkrywanie, powolne, ciche niczym oddech assassina, jest główna zaletą tych opowiadań. Pod koniec tomu, roi się od nich i aż palce świerzbią, coby zerknąć na ostatnią stronę. Jednak tak naprawdę koniec niczego nie wyjaśnia, a daje jeszcze więcej do myślenia.

    Wegner – mistrz słowa
    Autor dał pokaz prawdziwego mistrzostwa stylu. Te opowiadania nie czyta się, je się pochłania. Wegner maluje bitwy niczym obraz, a litery wprost połyka się wraz z ubywającymi kartkami.
    Jeśli zastanawiasz się nad wyborem kolejnej książki do przeczytania, a tak się składa, że lubisz realistyczną fantastykę, Północ – Południe jest najlepszym wyborem!